czwartek, 17 lipca 2014

Jak pić herbatę w przerwach między podbojami świata #3 | Pasta!

Postanowiłam niedobrowolnie odpocząć od komputera, od którego jestem uzależniona. Po kupnie wycieczki, byłam pewna, że będę mogła go ze sobą zabrać, ale niestety zażarta batalia z mamą nie skończyła się moją wygraną... Poległam! Ale wyszło mi to na dobre, bo w hotelu dzieci gimnazjum oblegały WiFi, więc dostanie się do darmowej sieci graniczyło z cudem. Nie musiałam taszczyć dodatkowych dwóch kilogramów.
Zaczęłam tak ni z gruszki, ni z pietruszki i nie podałam podstawowych informacji. Jeśli jesteś bystry (w co nie wątpię, w ogóle), zapewne domyśliłeś się, że byłam w kraju pasty (nie do butów), nieogolonych ciał i pedałów. Tak! Witajcie w Italii!

Cóż, z racji tego, że nie jestem pełnoletnia, byłam zmuszona wyjechać na obóz z różnymi dziwnymi osobistościami. I właśnie te osobistości, ich uczynki i poczynania najbardziej mnie zadziwiły. Były sobie dziewczyny, młodsze ode mnie o 3-4 lata, którym chyba bardzo śpieszy się do życia staruszki, bo nawalały taką ilość tapety na twarz... Najwidoczniej to normalne. Poza nimi, była grupka bardzo intrygujących młodzieńców, którzy okradli przyhotelowy bar z piw, pamiątki "pożyczali" ze stoisk i z jednym kolegą bawili się w "schowaj mi 50 euro i nigdy nie oddaj". Wszędzie panoszyło się chamstwo i protekcjonalność.
A teraz ta przyjemniejsza część :)

Pierwsze kilka dni po morderczej podróży autokarem wypełnionym nieumytymi bachorami plażowaliśmy w miejscowości o wdzięcznej i uroczej nazwie Cesenatico. Trafiliśmy akurat na różowe dni, jakieś święto związane z rozpoczęciem lata. Wszyscy Włosi i inne nacje, które przybyły nad Adriatyk, miały jakiś różowy element odzienia. Wszędzie można było dostrzec tanie, szajsowate kapelusze za 3 euro, pachnące kurzem łańcuchy z różowymi kwiatuszkami, męskie bluzeczki z dekoltem do pępka. To całe różowe ubranko sprawiało, że i tak już pedałowaci Włosi (grzywy na Zaitseva i dwudniowe zarosty, ewentualnie moda jezusowa) wyglądali na jeszcze bardziej spederaszczonych. Ale tyłki mają ładne.

Plaża w Cesenatico

Różowe noce w tej malutkiej, turystycznej miejscowości.


Jeżdżąc do takich nadmorskich miejscowości wypadałoby znać podstawy podstaw włoskiego, by coś kupić, zamówić kawę lub spytać się o drogę. Włosi za ladą nie potrafią mówić po angielsku! Chyba że jesteś największym szczęściarzem pod słońcem i natrafiłeś na takiego, co potrafi się przedstawić.
Kolejna sprawa. Przy brzegu chodzi wiele czarnoskórych, którzy sprzedają wyroby niewiadomego pochodzenia. Strzeż się ich! Nie muszę chyba przypominać o kieszonkowcach, złodziejach i innych typach spod coraz to bardziej ciemnych gwiazd. W większych miejscowościach, takich jak Rzym, Asyż, Wenecja czy San Marino, nie musisz nawet szkolić się w swoim angielskim. Gdy wysiadłam z autobusu na parkingu w San Marino, pierwsze, co rzuciło mi się w oczy, to sklep z wielkim szyldem: SKLEP MONOPOLOWY. Obok znajdowała się PERFUMERIA POLSKA. Idziesz ulicą, ze wszystkich stron słyszysz pokraczne "dzień dobri!".
A to bardzo dziwna rzeźba w San Marino. Po dłuższych oględzinach stwierdziłam, że to orgia komarów.
Wiem, taka ze mnie utalentowana zdjęciorobka.
To także San Marino.
I to też.

San Marino
A ile kasy wytrzepali od tych naiwnych dziewek!
Będąc w aquaparku stwierdziłam, że pomimo końskiej urody, Włoszki są całkiem zgrabne. Mój zachwyt przeminął, gdy podniosły rękę. Gąszcz jak w Nizinie Amazonki! Nieprzemierzone chaszcze i niezdobyte lądy! Maczetą nie poskromisz! I mają wulkany z ropą na plecach.

To natomiast są zdjęcia z Mirabilandii, parku rozrywki. Chciałam pójść na koło młyńskie, ale było zamknięte z powodu wiatru.
Chcesz zostać Miss mokrego podkoszulka? Zapraszam.


A to jest iSpeed, najszybsza kolejka górska w Europie. Podobno. Osiąga do 140km/h. 

 Najstraszniejsza rzecz pod słońcem. Przebija nawet karaluchy.

W takich ustronnych miejscach można se złapać oddech.

O! Tu była świetna zabawa :D Najlepszy dom strachów w jakim byłam.




W Rimini, miejscowości także nadmorskiej, położonej nieopodal Cesenatico, myślałam, że jestem ponownie w Polsce. Włocha nie uświadczysz! Zewsząd tylko polskie kolonie, polscy turyści, polskie autobusy, wszystko polskie! Włocha ze świecą szukać. Podobnie w San Marino, polactwo się rozmnożyło i tam. Natomiast w większych miejscowościach, szczególnie w Wenecji, nagromadzenie Azjatów. Lubią robić zdjęcia blondynom, więc przygotuj firmowy uśmiech.

Wenecja, miasto położone na mulistych wysepkach, bardzo niestabilne.
Nie myślcie sobie, taka podróż jest droga i śmierdząca.

Pan chyba będzie miał ciepłą niespodziankę na głowie.

Miasto zbudowane na pierdyliardzie wysepek.
Odbyłam wycieczkę, którą nazwałam "zapierdzielaj metrem i zwiedź Rzym w  5 godzin". Czułam się jak smażona krewetka i na domiar złego, wszystkie najważniejsze, najpiękniejsze i najsławniejsze budynki, zabytki całe w rusztowaniu! Po co czekać do września z konserwacją i odnową obiektów, jeśli to można zrobić w czerwcu, akurat w sezonie turystycznym. Ale to są Włosi, remonty odkładali kilka lat (jak nie kilkanaście czy kilkadziesiąt) i nagle im się przypomniało.

Dworzec ze sławnymi kiblami - opis poniżej :D

Parkingi. Włosi w ogóle nie przestrzegają ruchu drogowego. Piesi przechodzą kiedy chcą i gdzie chcą, zatrzymują się na rondach, stoją sobie na nich, na skrzyżowaniach, przechodzą na czerwonym. Znaki drogowe to dla nich ozdoba.

Plac św. Piotra. Rusztowania. I nie jest taki wielki, jaki się w TV wydaje.

Niewidzialny człowiek, Bóg nie obdarzył ich ciałem, więc zarabiają na swojej niepełnosprawności.

Fontanna di Trevi w całej swej okazałości.

Pizzę można kupować w takich kawałkach, na szybko. I oczywiście jest bardzo dobra.

Stare miasto, świątynia Saturna znajdująca się na tamtym odległym wzgórzu, liczy sobie 2500 lat!


1. Koloseum. Jeśli wierzycie, że w głównej loży siedział Neron i oglądał mordujących się nawzajem gladiatorów (jak w "Quo vadis"), to się mylicie. Koloseum zostało wybudowane po jego śmierci.
2. Rusztowanie.

Tutaj stał kolosalny posąg Nerona, na przeciwko Koloseum. Początkowo Koloseum nie było Koloseum, nazwa ta wzięła swój początek właśnie od owego ogromnego pomnika.


Zabawny w Rzymie był widok facetów w garniakach, biznesmenów na skuterkach. Ruch we Włoszech w miastach głównie opiera się na skuterkach, motorkach, czy małych, dwuosobowych samochodzikach. Związane jest to z zabudową i szerokością ulic. W Wenecji samochodów nie ma w ogóle, poruszają się tramwajami wodnymi, gondolami, czyli taksówkami wodnymi (5-osobowa 80 euro, rozbój w biały dzień!). Pojazdy kołowe zobaczysz tylko na obrzeżach.

Może trochę ponarzekałam, lecz Włochy to nadal bardzo urokliwe państwo, podobnie San Marino. W tym drugim niezrównane, zapierające dech w piersiach widoki, czyste, przepiękne, wąskie uliczki. A, co do czystości. W Rzymie potrzeba ponagliła mnie w kierunku szaletów dworcowych. Zapach ekskrementów nigdy nie był tak odurzający, uderzający i przytłaczający, jak tam. Raj dla koprofilów. W kabinie, którą miałam przyjemność odwiedzić, nie uświadczyłam żadnego śmietnika, który w damskiej toalecie jest niezbędny do wyrzucenia brudnych, zakrwawionych, śmierdzących podpasek. Skoro nie było śmietniczka, te brudne, zakrwawione i śmierdzące podpaski były porozrzucane po całej podłodze. Smacznego.

Asyż, miasto położone na wzniesieniu. 

Wszystkie budowle są z tego kamienia.

Rysujący pan.

Uwielbiam te wąskie uliczki.

Odwiedzając Włochy, należy trzymać się kilku prostych zasad: nauczyć się trochę włoskiego, trzymać w metrze plecak na brzuchu, nie kupować wody od Arabów w Rzymie (chociaż bardzo kusi, gdyż mają wodę z lodem, ale jest ona niewiadomego pochodzenia. Wyciągają butelki ze śmietników, wlewają wodę, mają specjalne zakrętki, żeby wyglądało autentycznie, ale niestety tak nie jest. I oczywiście jest droga, normalnie pół litra kosztuje 50 centów, oni sprzedają po 1-2 euro.) i nie korzystać z darmowych toalet!