wtorek, 21 kwietnia 2015

Jak zostać nieśmiertelnym #9 | Utopia raz, poproszę.

Wcale nie umarłam i nie zapomniałam o blogu. Nawarstwiło się parę spraw, które wytrącają mnie z równowagi i nie dają twórczo myśleć, więc wenę mam na minusie. A co za tym idzie - posty nie chcą się pisać. Poza tym, nie chcę się tłumaczyć głupią maturą... : >

Czy podczas czytania zwykłej, nielekturowej (a może lekturowej, bo nie wszystkie lektury są złe i bebe) książki zaznaczacie sobie fragmenty, które utkwiły wam w pamięci lub w jakiś sposób zmusiły do refleksji, chwili głębszego zastanowienia?

Weźmy sobie taką Utopię Tomasza Morusa. Nie myślcie, że przeczytałam, bo lubię, ale we fragmencie zamieszczonym w podręczniku znalazłam bardzo interesujące zdanie i doszłam do wniosku, że ludzie renesansu byli bardziej otwarci i tolerancyjni niż teraz, współcześnie.

"Wolność religijną ustanowił Utopus [...], ponieważ takie zarządzanie uważał za korzystne dla samej religii; w tych sprawach nie przesądzał on nigdy niczego pochopnie, jak gdyby nie miał pewności, czy sam Bóg nie podaje ludziom odmiennych wierzeń religijnych, pragnąc, aby w rozmaity sposób oddawano Mu cześć."

Wiadomo, że odrodzeniowcy opierali się głównie na antyku dodając od siebie nietoksyczną wiarę w Boga (bo w średniowieczu to normalnie od pobożnych jadem na kilometr jechało). Powstało idealne połączenie człowieka rozumnego, pragnącego zgłębić tajniki i tajemnice świata, wgryźć się w każdą znaną dziedzinę wiedzy, rozebrać ją na kawałeczki i delektować się każdym kęsem, doskonalić swoje rzemiosło, by doprowadzić je do perfekcji i, szanując wszystkich Geniuszy antycznych, próbować nie tylko im dorównać, ale przewyższyć. Całkowitym przeciwieństwem byli zacofani średniowieczniowcy, zadufani, naburmuszeni, widzący tylko korzyści materialne w Bogu - mam wrażenie, że ta wiara na pokaz była, zupełnie, jak współcześnie; żerujący i pasożytujący na chłopach i mieszczaństwie. Wszystkie "teorie" i inne "wynalazki rozumne" średniowiecza totalnie nie przekonują, śmieszą swoją nielogicznością, zacofaniem, brakiem krytycznego spojrzenia, taką bezmyślnością! No i do czego zmierzam? A no do tego, że w średniowieczu nie zastanawiano się wiele nad funkcjonowaniem państwa. Równość, którą głosi Biblia, totalnie nie ma odzwierciedlenia w rzeczywistości (trzeba jedynie zwrócić honor Franciszkowi z Asyżu, jedynemu skromnemu i... uroczemu człowiekowi tamtych czasów). Danse macabre nie tykamy tera palcem. Wyzysk - aby rycerstwu i duchowieństwu złoto przez palce się przelewało, a chłopom co najwyżej wrzody od pracy na dłoniach wyskakiwały. Natomiast w epoce rozumu, wiedzy i równości zaczęto podejmować próby stworzenia idealnego, choć wyimaginowanego, państwa, raju, utopii, krainy mlekiem i miodem płynącej. Z naszej perspektywy jest to naiwne, ale świadczyło o empatii i dostrzeżeniu czegoś jeszcze poza końcem własnego skarbca.

I teraz pytanie: w jakiej epoce żyjemy? Rozumu czy religii? Kto ma większą władzę? Jaki sektor społeczeństwa dominuje w strukturze państwa? Czy akceptacja Innych jest na porządku dziennym? Spoko wodza, nie łamcie se głowy, zastanowię się i kiedyś o tym napiszę ;3