Zawsze uważałam, że książka jako pierwowzór jest lepsza od jej ekranizacji. I tak było, dopóki nie poznałam Dextera Morgana i jego niezwykłej historii. Pierwszy raz przeczytałam tę serię w wieku 13 lat i bardzo mi się spodobała - grzeczny psychopata i jego niewinne, wieczorne grzeszki plus coraz to bardziej psychopatyczni seryjni mordercy, okrutne i obrzydliwe zbrodnie zakrapiane czarnym humorem Dextera. Postanowiłam sobie odświeżyć pamięć i tak po prawie siedmiu latach znowu sięgnęłam po tę pozycję. Jakże inna była moja reakcja!
Oszczędność. To jedyne, co mi przychodzi na myśl, gdy myślę o języku Jeffa Lindsaya. Wiadomo, że we współczesnych kryminałach nie liczy się zgrabne ujęcie w słowa fabuły czy opisów, ale sama wartka akcja i jej spójność. Niby w Demonach Dextera i Dekolagu Dextera (bo te pozycje dotychczas zdążyłam powtórnie przeczytać) to wszystko jest, ale nadal... widać, że proza Jeffa kierowana jest bardziej w stronę bezmyślnej młodzieży pragnącej rozlewu krwi i latających flaków i cierpiących na znieczulicę społeczną. Zabawne niegdyś powiedzonka Dextera teraz wywołują niesmak i są niekiedy żenująco słabe. Mam wrażenie, że nie jest on dojrzałym trzydziestoletnim facetem, tylko zatrzymał się na poziomie siedemnastolatka.
Co do innych postaci, bardzo irytująca jest Deb, czyli przyszywana siostra naszego potwora. Jedyne, co umie, to rozkazywać Dexterowi i kazać mu sobie pomagać. Jest detektywem, a cały czas polega na intuicji Dextera i wykorzystuje go do rozwoju własnej kariery. Jej charakterystycznymi cechami są kapryśność, brak taktu, wulgarność - przeklina za każdym razem. Pomiata Dexterem i zgrywa twardą babę z jajami, a jak przychodzi co do czego, to zachowuje się jak małolata - gdy porywają jej chłopaka, w którym jest zakochana od tygodnia... No trochę wiarygodności. Czy proszę o zbyt dużo?
Pozostałe postacie da się przełknąć... Wiecznie napaloną LaGuertę, podejrzliwego i niezwykle "przenikliwego" Doakesa, względnie naturalną Ritę... Ale zrobienie z jej dzieci kolejnych psychopatów... Nie mają tak niezwykłych przeżyć jak Dexter, ale pójście w jego ślady i mordowanie małych zwierzątek to już przesada. Autor ewidentnie chce połączyć Dextera i Ritę kreując z jej dzieci potworów, małych następców Dextera. Morgan tym samym staje się ich mentorem, autorytetem... Naciągane.
Oczywiście pierwszy sezon serialu jest o niebo lepszy od papierowego pierwowzoru. Fabuła nie trzyma się sztywno książki, postacie da się lubić, Dexter nie jest aż takim dupkiem, Debora ma jaja i mózg, LaGuerta nie jest przesadnie napalona, a dzieciaki Rity są normalne (akcja z psem na szczęście nie miała miejsca). Dexter w serialu dowiaduje się, że jednak zależy jej, w jakiś tam sposób, na Ricie, że nie jest ona tylko pustą przykrywką dla jego normalności i przeciętności, czemu aż za bardzo daje wyraz w książce. Także łapcie za serial! Oczywiście im dalej, tym gorzej, ale pierwsze dwa sezony jak najbardziej polecam :)
A tak na marginesie, Jeff porusza bardzo ciekawy i kontrowersyjny temat, jakim jest kara śmierci dla zwyrodnialców. Sam Dexter to Mściciel, robi więcej dobrego niż policja, czyli eliminuje elementy groźne, niszczy śmiecie i szczury, które panoszą się po Miami. Nie będę się rozwodzić w poście o książce na temat polityki i wartości każdego człowieka, ale warto się nad tym zastanowić, czy tacy Dexterzy powinni zadomowić się w każdym większym mieście i czy nie okazaliby się bardziej wydajni od policji i wymiaru sprawiedliwości, w którego mniemaniu pedofile wychodzą po kilku latach z więzienia i tego samego dnia niszczą życie dzieciom...
Bywajcie!
......................
Creedance Clearwater Revival - Have you ever seen the rain?
Oszczędność. To jedyne, co mi przychodzi na myśl, gdy myślę o języku Jeffa Lindsaya. Wiadomo, że we współczesnych kryminałach nie liczy się zgrabne ujęcie w słowa fabuły czy opisów, ale sama wartka akcja i jej spójność. Niby w Demonach Dextera i Dekolagu Dextera (bo te pozycje dotychczas zdążyłam powtórnie przeczytać) to wszystko jest, ale nadal... widać, że proza Jeffa kierowana jest bardziej w stronę bezmyślnej młodzieży pragnącej rozlewu krwi i latających flaków i cierpiących na znieczulicę społeczną. Zabawne niegdyś powiedzonka Dextera teraz wywołują niesmak i są niekiedy żenująco słabe. Mam wrażenie, że nie jest on dojrzałym trzydziestoletnim facetem, tylko zatrzymał się na poziomie siedemnastolatka.
Co do innych postaci, bardzo irytująca jest Deb, czyli przyszywana siostra naszego potwora. Jedyne, co umie, to rozkazywać Dexterowi i kazać mu sobie pomagać. Jest detektywem, a cały czas polega na intuicji Dextera i wykorzystuje go do rozwoju własnej kariery. Jej charakterystycznymi cechami są kapryśność, brak taktu, wulgarność - przeklina za każdym razem. Pomiata Dexterem i zgrywa twardą babę z jajami, a jak przychodzi co do czego, to zachowuje się jak małolata - gdy porywają jej chłopaka, w którym jest zakochana od tygodnia... No trochę wiarygodności. Czy proszę o zbyt dużo?
Pozostałe postacie da się przełknąć... Wiecznie napaloną LaGuertę, podejrzliwego i niezwykle "przenikliwego" Doakesa, względnie naturalną Ritę... Ale zrobienie z jej dzieci kolejnych psychopatów... Nie mają tak niezwykłych przeżyć jak Dexter, ale pójście w jego ślady i mordowanie małych zwierzątek to już przesada. Autor ewidentnie chce połączyć Dextera i Ritę kreując z jej dzieci potworów, małych następców Dextera. Morgan tym samym staje się ich mentorem, autorytetem... Naciągane.
Oczywiście pierwszy sezon serialu jest o niebo lepszy od papierowego pierwowzoru. Fabuła nie trzyma się sztywno książki, postacie da się lubić, Dexter nie jest aż takim dupkiem, Debora ma jaja i mózg, LaGuerta nie jest przesadnie napalona, a dzieciaki Rity są normalne (akcja z psem na szczęście nie miała miejsca). Dexter w serialu dowiaduje się, że jednak zależy jej, w jakiś tam sposób, na Ricie, że nie jest ona tylko pustą przykrywką dla jego normalności i przeciętności, czemu aż za bardzo daje wyraz w książce. Także łapcie za serial! Oczywiście im dalej, tym gorzej, ale pierwsze dwa sezony jak najbardziej polecam :)
A tak na marginesie, Jeff porusza bardzo ciekawy i kontrowersyjny temat, jakim jest kara śmierci dla zwyrodnialców. Sam Dexter to Mściciel, robi więcej dobrego niż policja, czyli eliminuje elementy groźne, niszczy śmiecie i szczury, które panoszą się po Miami. Nie będę się rozwodzić w poście o książce na temat polityki i wartości każdego człowieka, ale warto się nad tym zastanowić, czy tacy Dexterzy powinni zadomowić się w każdym większym mieście i czy nie okazaliby się bardziej wydajni od policji i wymiaru sprawiedliwości, w którego mniemaniu pedofile wychodzą po kilku latach z więzienia i tego samego dnia niszczą życie dzieciom...
Bywajcie!
......................
Creedance Clearwater Revival - Have you ever seen the rain?


















