Wraz z ostatnią przeczytaną stroną tej powieści dostrzegłam pewien problem. Ale jak to, to już koniec? Gdzie dalsze życie Jiga, pierwszego goblina z mózgiem? Już miałam popaść w depresję i przez następne kilka dni rozważać nad sensem swojej egzystencji, gdy nagle znalazłam w internecie informację o trylogii Jima C. Hinesa rozpoczynającą się Zadaniem goblina. Od razu odegnałam chmurne myśli i zaczęłam poszukiwać w internetach kolejnych części. Są, owszem, ale trudno dostępne, odkupione od innych, pozaginane, brzydkie i niepachnące nowością. Nawet na stronie wydawnictwa są niedostępne, a szkoda, bo to naprawdę dobra powieść.
Głównym bohaterem nie jest żaden heros, waleczny mąż dzierżący wspaniały, lśniący miecz i siekający swoich wrogów jakby byli tylko małymi korniszonami. Otóż przedstawia nam się tchórzliwy, bezwartościowy (w mniemaniu społeczności gobliniej) goblin Jig wraz ze swoim ognistym pająkiem Ciapkiem - nie no, nazwanie pająka Ciapkiem jest totalnie genialne i swego rodzaju zabawne, kojarzy się z ludzkim pupilkiem pieskiem, wdzięcznie merdającym ogonkiem (w tym przypadku podpalającymi odnóżami) i ślepo podążającym za swoim panem. Jig popychadło wykonuje najgorsze prace, czyli czyści goblinie latryny, sprząta po popijawach swoich "kolegów", co jest chyba gorsze od czyszczenia samego gobliniego wychodka. Przy tym boi się przeciwstawić, wie, że nie ma szans z silnym, choć niegrzeszącym inteligencją Porakiem, dużym i silnym goblinem. Wysłał on Jiga na patrol goblinich tuneli, czy aby tam jakiś hobgoblin czy ludzki łotr się nie wdarł. Znając szczęście głównego bohatera natknął się na grupę istot zamieszkujących powierzchnię (gobliny naprawdę rzadko wychodziły na słońce) - dwoje ludzi, krasnoluda i elfkę, którzy, ukazując swą pogardę wobec "robaka" i "potwora", kazali mu być przewodnikiem prowadzącym ich do smoczej jamy Strauma, który strzegł Laski Stworzenia.
Fabuła, jak na fantasy, jest typowa, ale bohaterowie są genialni. Na pierwszy rzut oka wykazują nad wyraz najzwyczajniejszą prostotę charakteru, ale później można dostrzec pewną analogię i pewien morał. Otóż ludzie, którzy powinni był najbardziej rozumni, najmądrzejsi i najbardziej bystrzy i logicznie myślący, wykazują się zamkniętym umysłem, są uprzedzeni, zapatrzeni w siebie, uważają się za najlepszą rasę, nie widzą, że wyzyskują innych, są egoistami i życie innych mają za nic. Krasnolud, sługa dwóch królewskich braci, początkowo daje mylne wyobrażenie miłego, sprawiedliwego i szanującego innych, a tak naprawdę jest sługusem, nie potrafi samodzielnie podejmować decyzji, bezkrytycznym okiem patrzy na poczynania królewiczów, nawet jeśli nie zgadzają się z jego nikły poczuciem moralności i etyki. Pozostaje elfka, ostatni kompan w drużynie, siłą zaciągnięta do załogi, wykorzystana, popychadło, początkowo była rada, że do brygady dołączył goblin, który w hierarchii liczył się najmniej, był tylko robalem i bezmózgim potworem (dla ludzi), niedoceniany uratował im wiele razy skórę, a to za pomocą ciekawości i umiejętności prostego, aczkolwiek logicznego myślenia. Elfka dostrzegła w nim ciepłe serce i dała mu wiarę w inne istoty. Co do samego wcześniej wspomnianego Jiga, to typowy wódź, coś na zasadzie profesora, naukowca. Podczas wyprawy nauczył się wielu przydatnych rzeczy, które chciał wykorzystać do poprawy życia goblinów, które były zacofane i głupie, nie potrafiły wymyślić urządzeń, szły na żywioł, nie przygotowywały żadnych planów. Pewnie jego rządy są przedstawione w drugiej części. Morał z tego taki, że potwory są bardziej ludzkie od samych ludzi, że należy akceptować i mieć na uwadze opinie innych ludzi, co może zaowocować cudowną współpracą, bo tylko dzięki niej można coś osiągnąć.
Wystarczy tego dobrego, książka może i napisana prostym językiem, ale czyta się wyśmienicie, idealna na wieczorek z kocykiem, herbatą i śpiącym kotem na kolanach :3
Głównym bohaterem nie jest żaden heros, waleczny mąż dzierżący wspaniały, lśniący miecz i siekający swoich wrogów jakby byli tylko małymi korniszonami. Otóż przedstawia nam się tchórzliwy, bezwartościowy (w mniemaniu społeczności gobliniej) goblin Jig wraz ze swoim ognistym pająkiem Ciapkiem - nie no, nazwanie pająka Ciapkiem jest totalnie genialne i swego rodzaju zabawne, kojarzy się z ludzkim pupilkiem pieskiem, wdzięcznie merdającym ogonkiem (w tym przypadku podpalającymi odnóżami) i ślepo podążającym za swoim panem. Jig popychadło wykonuje najgorsze prace, czyli czyści goblinie latryny, sprząta po popijawach swoich "kolegów", co jest chyba gorsze od czyszczenia samego gobliniego wychodka. Przy tym boi się przeciwstawić, wie, że nie ma szans z silnym, choć niegrzeszącym inteligencją Porakiem, dużym i silnym goblinem. Wysłał on Jiga na patrol goblinich tuneli, czy aby tam jakiś hobgoblin czy ludzki łotr się nie wdarł. Znając szczęście głównego bohatera natknął się na grupę istot zamieszkujących powierzchnię (gobliny naprawdę rzadko wychodziły na słońce) - dwoje ludzi, krasnoluda i elfkę, którzy, ukazując swą pogardę wobec "robaka" i "potwora", kazali mu być przewodnikiem prowadzącym ich do smoczej jamy Strauma, który strzegł Laski Stworzenia.
Fabuła, jak na fantasy, jest typowa, ale bohaterowie są genialni. Na pierwszy rzut oka wykazują nad wyraz najzwyczajniejszą prostotę charakteru, ale później można dostrzec pewną analogię i pewien morał. Otóż ludzie, którzy powinni był najbardziej rozumni, najmądrzejsi i najbardziej bystrzy i logicznie myślący, wykazują się zamkniętym umysłem, są uprzedzeni, zapatrzeni w siebie, uważają się za najlepszą rasę, nie widzą, że wyzyskują innych, są egoistami i życie innych mają za nic. Krasnolud, sługa dwóch królewskich braci, początkowo daje mylne wyobrażenie miłego, sprawiedliwego i szanującego innych, a tak naprawdę jest sługusem, nie potrafi samodzielnie podejmować decyzji, bezkrytycznym okiem patrzy na poczynania królewiczów, nawet jeśli nie zgadzają się z jego nikły poczuciem moralności i etyki. Pozostaje elfka, ostatni kompan w drużynie, siłą zaciągnięta do załogi, wykorzystana, popychadło, początkowo była rada, że do brygady dołączył goblin, który w hierarchii liczył się najmniej, był tylko robalem i bezmózgim potworem (dla ludzi), niedoceniany uratował im wiele razy skórę, a to za pomocą ciekawości i umiejętności prostego, aczkolwiek logicznego myślenia. Elfka dostrzegła w nim ciepłe serce i dała mu wiarę w inne istoty. Co do samego wcześniej wspomnianego Jiga, to typowy wódź, coś na zasadzie profesora, naukowca. Podczas wyprawy nauczył się wielu przydatnych rzeczy, które chciał wykorzystać do poprawy życia goblinów, które były zacofane i głupie, nie potrafiły wymyślić urządzeń, szły na żywioł, nie przygotowywały żadnych planów. Pewnie jego rządy są przedstawione w drugiej części. Morał z tego taki, że potwory są bardziej ludzkie od samych ludzi, że należy akceptować i mieć na uwadze opinie innych ludzi, co może zaowocować cudowną współpracą, bo tylko dzięki niej można coś osiągnąć.
Wystarczy tego dobrego, książka może i napisana prostym językiem, ale czyta się wyśmienicie, idealna na wieczorek z kocykiem, herbatą i śpiącym kotem na kolanach :3
