poniedziałek, 9 marca 2015

Jak pić herbatę w przerwach między podbojami świata #6 | Almanach i wizja świata postapokaliptycznego

Człowiek zrobi wszystko, żeby się nie uczyć. Krąży wokół pokoju i liczy pajęczyny na ścianie i uwięzione na nich stworki, sprząta pokój, czego normalnie nigdy się nie podejmuje czy znajduje inne twórcze zajęcia w postaci drzemek, gier komputerowych, książek, które do niczego się nie przydadzą. Tak, to są sposoby na omijanie podręczników szerokim łukiem.

Wiem, powinnam się wziąć za siebie, przestać się staczać z górki jak beczka, bo matura za rogiem, a zadanka z biologii się same nie zrobią. Nie wspominając o tym, że są w pędzla trudne, dziwne, pogmatwane, a klucz odpowiedzi ograniczony totalnie, że nie wiesz, jak masz odpowiedzieć, by zaliczono. Raz odpowiedz musi być rozwinięta, dokładna, a w innym zadaniu podobnej treści należy wypisać ogólniki.

Ale ja nie o tym dzisiaj. Czytam sobie zbiór opowiadań fantastycznych, a tam kolejna intrygująca i dość... obrzydliwa wizja świata postapokaliptycznego. Jagannath zawarte w Almanachu fantastyki z 2013 roku napisane zostało przez Karin Tidbeck. Zna ją ktoś? Ja też nie.



Rzecz w tym, że sama wizja jest kontrowersyjna i co najmniej zaskakująca - podczas czytania wypadają ci oczy, bo nie wierzysz w to, co czytasz.

Po krótce, główną bohaterką jest Rak, kolejne dziecko Mamy, które przyszło na świat jak grono innych - spadło z "tuby porodowej", wielkiej rury umieszczonej w górnej części... hmm... tego czegoś. Tym czymś jest Matka - stonoga, a raczej jej wnętrze, to w nim egzystują ludzie, głównie samice, które mają rangę robotnic - są silne, utuczone (za sprawą śluzu ze ścian wewnętrznych, którym żywili się ludzie). Obsługują Matkę jak jakiś mechanizm. Chłopcy rodzą się słabi, ale za to z tęgim umysłem, mają bowiem inne zadanie - będą siedzieć w głowie matki (jak w jakimś kokpicie) i sterować nią. Porody odbiera Papa, pomarszczony staruszek, całkiem intrygująca postać, ale o tym później. Gdy Rak jest dorosła, nowe dzieci się nie rodzą od dłuższego czasu, a jak się rodzą, to są okropnie zdeformowane i umierają po chwili. Rak, wbrew panującym zasadom, udaje się do głowy, by zobaczyć, co się dzieje z chłopcem sternikiem, który nie daje znaków życia. Okazuje się, że on umarł i Matka też nie czuje się najlepiej, więc kobieta wciska się w małe siedzonko (chłopcy to chucherka) i przez jakiś czas rozmawia z Matką. Oczywiście stało się to, co miało się stać, czyli Matka umarła, Rak wychodzi z głowy i widzi, jak Matka pochłania nieżyjące robotnice, znowu stają się jednym organizmem, wszędzie śmierdzi rozkładem ciał, więc Rak znowu łamie zasady i wychodzi z Matki, na świat. Nie powiem jak się skończyło, ale jeśli jesteś inteligentny, to się domyślisz.

A teraz czas na pytania.

Skąd, u licha, ludzie wzięli się w gigantycznych stonogach?
Z tego co dobrze przeczytałam i zapamiętałam w przerwach na wkładanie sobie oczu do głowy, to że Ziemia nie była już dobrym środowiskiem dla ludzi, więc dopóki nie poprawi się na niej sytuacja klimatyczna, środowiskowa, to ludzie będą żyć w stonogach.

Hmm, struktura hierarchii w Matce przypominała te w mrowisku - dominują kobiety, pracują wszędzie i przy wszystkim - są wielkie i tłuste, obżerają się przepyszną wydzieliną Matki, pracują i śpią.

Sama Matka jest naprawdę jak matka, nie jak jakiś zimny, wielki potwór. Troszczy się o swoje dzieci, ma łagodny głos, chce zrobić dla nich wszystko. Dopóki żyje, uczy Rak świata, poznania, pociesza, gdy kobieta się boi. Lecz jest od nich... taka oddalona. Nie wie, ile dzieci ma, nie zna ich imion, są jej podtrzymywaczem życia - a ona ich, czyli żyją w symbiozie.

Papa to ciekawy osobnik - nie wiem, skąd się tam wziął starszy pan, ale jest ucieleśnieniem takiej prawdziwe, przedapokalipsowej miłości do dzieci. Odbiera porody, nadaje imiona dzieciom i pamięta wszystkie po kilkunastu latach! Umarł wraz z Matką - chyba ją kochał, bo w czasie śmierci przytulał się do jej wnętrzności. Wydaje mi się, że był jednym z ludzi, którzy pamiętają czasy życia na powierzchni, ale trochę o nich zapomniał - została tylko miłość i troska do dzieci.

Sam tytuł odwołuje się do bóstwa wisznuickiego (wikipedio, nie zwiedź mnie), mniej dokładnie hinduskiego, określanego jako Pan Świata.



Hmm, myślę, że śmiało możecie lecieć do księgarni lub biblioteki i szukać Almanachu - jest multum ciekawych opowiadań, z puentą i jakimś sensem - świetny jest Szczęśliwy Człowiek - wizja piekła i życia na ziemi po śmierci, jaką cenę za to płacimy i z jakimi demonami przyjdzie się zmierzyć - totalnie zaskakujące, Nowa dusz cesarza - jedno z tych tasiemcowych opowiadań, w takim chińskim klimacie (przynajmniej takie wrażenie odniosłam), o tym, czy przestępca naprawdę jest przestępcą, czy tylko władza chce mieć kontrolę nad piekielnie uzdolnionymi ludźmi, by nie zagrażali pozycji w hierarchii, Gołąbek - świat złagrowany.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz