Kilka lat temu w kinach ukazała się nowa adaptacja powieści Stephena Kinga To. Jako że uroczy mały dzieciaczek w żółtej kurtce zachęcił mnie do obejrzenia, postanowiłam pierw sięgnąć po pierwowzór w postaci książki z 1983.
Pierwsze zderzenie z książką było bolesne - toż ten gigant ma ponad 1100 stron! Lecz niezmordowanie, dniami i nocami, miesiącami, brnęłam dalej przez ulice Derry, przemierzając wszelkie zakamarki i kanały. Podczas wędrówki poznałam kilkoro głównych bohaterów - dokładnie siedmioro (sześciu chłopców i dziewczynka), historię ich przyjaźni, gdy mieli po 11-13 lat, oraz tę oddaloną o 25 lat w przyszłość, gdy każdy z nich miał już swoje życie i problemy. Paczka ta składa się z Billa Jąkały, Żyda Stana, Czarnego Mike'a, Grubego Bena, Hipochondryka Edda, Śmieszka Richie'ego i Rudej Beverly. Paczka iście frajerska.
Co mnie zadziwiło, to to, że Stephen King, będąc wtedy dosyć młodym pisarzem z niewielkim warsztatem pisarskim, napisał coś, co ma ogromną ilość opisów, z taką precyzją i dopieszczeniem, że tylko bić brawa. Porównując tę książkę do Carrie napisaną 10 lat wcześniej, miałam wrażenie, że czytam dwóch różnych autorów.
Ale wróćmy do fabuły. Akcja dzieje się w Derry, w stanie Maine (wszystkie powieści S.K. osadzone są w tym stanie). W mieście, gdzie co mniej więcej 25 lat dzieją się złowieszcze rzeczy, masowo giną i umierają mieszkańcy, głównie dzieci, a większość dorosłych nic z tym nie robi i mówią, że to "powietrze Derry jest specyficzne". W mieście tym zagnieździło się TO. Bliżej nieokreślona zła siła, która żywi się strachem i kreatywnością oraz bogatą wyobraźnią dzieci. Jest trochę jak bogin - przybiera kształt tego, czego aktualnie boi się dana osoba. Najczęściej daje się spotkać pod postacią groteskowego, paskudnego i przerażającego klauna z wielkimi zębiskami i pustymi oczodołami, który wabi małe dzieci do kanału pod pretekstem "wspólnego pływania" i możliwością posiadania pięknych, świecących baloników. Jak ufne dzieci kończą, wiemy.
I tutaj wkracza nasza banda przyjaciół, która nazwała się wdzięcznie Klubem Frajerów, przez co zyskała sobie naturalnego wroga w postaci osiedlowego i niepoczytalnego chuligana Henry'ego, którego brak piątej klepki spowodowany jest posiadaniem ojca kryminalisty, praktycznie zerowym wychowaniem, poniżaniem i biciem na każdym kroku.
Poza nieprzewidywalnym Henry'm, Frajerzy mają na pieńku z TYM, od kiedy Wielki Bill (przywódca Frajerów), stracił swojego młodszego brata w jamie gębowej TEGO. Od tego czasu w jego otoczeniu oraz otoczeniu jego koleżków zaczynają dziać się dziwne rzeczy, widzą nienaturalne, gnijące postacie oraz krew wydobywającą się z różnych miejsc, której nie widzą dorośli. Paczka frajerów nie ugina się pod naciskiem sił zła i postanawia je zwalczyć. W jaki sposób, musicie sprawdzić sami.
SPOILER ALERT
Powieść ma ciekawą kompozycję, nieczęsto spotykaną, bowiem wydarzenia z lat 50, kiedy to bohaterowie byli dzieciakami, przeplata się z tymi mającymi miejsce 25 lat później. King zastosował tu pewnego rodzaju analogię wydarzeń - opis pewnego ważnego fabularnego wydarzenia z młodości bohaterów zostaje poprzedzony sytuacją podobną, dziejącą się 25 lat później, tworząc pewnego rodzaju ciąg. Towarzyszy temu zmienność narracji - częściej mamy do czynienia jednak z trzecioosobową, ale nie rzadko możemy śledzić fabułę z pierwszej osoby. Nie powoduje to na pewno pogubienia się w wydarzeniach, autor niewątpliwie poradził sobie z zastosowanym zabiegiem.
Jak to u Kinga bywa, mamy plejadę rozwiniętych, dobrze rozpisanych postaci, czasami nieco stereotypowych, np. Żyd z przylizanymi włosami, pilny, z bogatego domu, ale za to pasjonujący się przyrodą, ptakami, z nieco strachliwym usposobieniem, co będzie miało swój skutek w jego decyzjach. Nie będę tu opisywać każdego z osobna, bo zwyczajnie w świecie mi się nie chce.
Ważniejsze jest to, że King porusza delikatne tematy, adekwatne do czasu wydarzeń - duża i odczuwalna niechęć do Mike'a (czarnego) oczywiście na tle rasistowskim, wyzwiska w kierunku Stana co do jego religii i stereotypowego wyglądu, problematyczna i niepokojąca relacja Bev ojciec-córka, która może mieć jakieś seksualne podłoże, zaniedbanie dziecka, przesadna miłość do dziecka i wiele innych.
Warto mieć na względzie, że połowa akcji dzieje się w latach 50, wtedy tak dzieci nie pilnowało się jak dzisiaj, szczególnie dzieci w takim wieku. Nie wyobrażam sobie, aby moje 11/12 letnie dziecko szwendało się całymi dniami Bóg wie gdzie i Bóg wie z kim. A wtedy nie było możliwości, by wysłać mamie SMS, że spóźni się na obiad. Wynika to oczywiście z innego podejścia do wychowania - ale zmierzam do tego, że jest to kolejna zaleta tej książki. Czytając, zastanawiasz się, gdzie są rodzice, dlaczego ich nie pilnują albo nie wychowują. Klimat czasów w tym aspekcie zachowany idealnie.
Nie będę tylko i wyłącznie książki chwalić. Zakończenie totalnie nie pasowało do całości i budowanej akcji, nie wiem, czy to przez brak mojego zrozumienia, czy King sam nie miał pomysłu, jak to pociągnąć dalej, ale fakt faktem, było grubymi nićmi szyte. Nie były to nawet podróże między wymiarami, tylko jakaś głęboka faza po twardych narkotykach. Gigantyczny, gadający żółw, który wyrzygał Wszechświat? Wielka Pajęczyca jako równoważnik "dobra"? No nie wiem. Jest to dla mnie nie tyle co abstrakcyjne, ale niedorzeczne i jak mówiłam, niepasujące do całości.
King przesadził GRUBO, pisząc scenę o "zacieśnianiu więzi przyjaźni" dzieci, kiedy te pokonały w ich mniemaniu TO. W ściekach, obrzydliwym, śmierdzącym miejscu, po traumatycznych wydarzeniach, martwiły się o to, że Los połączył je tylko dlatego, aby powstrzymały TO. A kiedy już dokonały dzieła, czuły, że ich wspólna wędrówka chyli się ku końcowi, zaczęły się czuć niezręcznie w swoim towarzystwie i raczej były skłonne stwierdzić, że już nigdy więcej nie będą się trzymać. Co postanowiły zrobić w takim wypadku 11-13 letnie dzieci? A no urządzić sobie gangbang. W ściekach. Dzieci. I serio, King tłumaczy to jako desperacki krok ku ratowaniu przyjaźni. Warto wspomnieć, że prowodyrką tego poronionego procederu była Bev, która każdego chłopca, po kolei, zapraszała "do siebie". Panie Stefanie Królu, to zakrawa trochę o erotykę dla pedofili. Tak nie wolno.
Chyba na tym mogę zakończyć swoją opinię. Komu polecam książkę? Na pewno fanom krwawych, obrazowych opisów, wielbicielom klimatu Ameryki lat 50' oraz "smakoszom" literackiego, niewymagającego, statycznego, acz pewnego słowa.
Pierwsze zderzenie z książką było bolesne - toż ten gigant ma ponad 1100 stron! Lecz niezmordowanie, dniami i nocami, miesiącami, brnęłam dalej przez ulice Derry, przemierzając wszelkie zakamarki i kanały. Podczas wędrówki poznałam kilkoro głównych bohaterów - dokładnie siedmioro (sześciu chłopców i dziewczynka), historię ich przyjaźni, gdy mieli po 11-13 lat, oraz tę oddaloną o 25 lat w przyszłość, gdy każdy z nich miał już swoje życie i problemy. Paczka ta składa się z Billa Jąkały, Żyda Stana, Czarnego Mike'a, Grubego Bena, Hipochondryka Edda, Śmieszka Richie'ego i Rudej Beverly. Paczka iście frajerska.
Co mnie zadziwiło, to to, że Stephen King, będąc wtedy dosyć młodym pisarzem z niewielkim warsztatem pisarskim, napisał coś, co ma ogromną ilość opisów, z taką precyzją i dopieszczeniem, że tylko bić brawa. Porównując tę książkę do Carrie napisaną 10 lat wcześniej, miałam wrażenie, że czytam dwóch różnych autorów.
Ale wróćmy do fabuły. Akcja dzieje się w Derry, w stanie Maine (wszystkie powieści S.K. osadzone są w tym stanie). W mieście, gdzie co mniej więcej 25 lat dzieją się złowieszcze rzeczy, masowo giną i umierają mieszkańcy, głównie dzieci, a większość dorosłych nic z tym nie robi i mówią, że to "powietrze Derry jest specyficzne". W mieście tym zagnieździło się TO. Bliżej nieokreślona zła siła, która żywi się strachem i kreatywnością oraz bogatą wyobraźnią dzieci. Jest trochę jak bogin - przybiera kształt tego, czego aktualnie boi się dana osoba. Najczęściej daje się spotkać pod postacią groteskowego, paskudnego i przerażającego klauna z wielkimi zębiskami i pustymi oczodołami, który wabi małe dzieci do kanału pod pretekstem "wspólnego pływania" i możliwością posiadania pięknych, świecących baloników. Jak ufne dzieci kończą, wiemy.
I tutaj wkracza nasza banda przyjaciół, która nazwała się wdzięcznie Klubem Frajerów, przez co zyskała sobie naturalnego wroga w postaci osiedlowego i niepoczytalnego chuligana Henry'ego, którego brak piątej klepki spowodowany jest posiadaniem ojca kryminalisty, praktycznie zerowym wychowaniem, poniżaniem i biciem na każdym kroku.
Poza nieprzewidywalnym Henry'm, Frajerzy mają na pieńku z TYM, od kiedy Wielki Bill (przywódca Frajerów), stracił swojego młodszego brata w jamie gębowej TEGO. Od tego czasu w jego otoczeniu oraz otoczeniu jego koleżków zaczynają dziać się dziwne rzeczy, widzą nienaturalne, gnijące postacie oraz krew wydobywającą się z różnych miejsc, której nie widzą dorośli. Paczka frajerów nie ugina się pod naciskiem sił zła i postanawia je zwalczyć. W jaki sposób, musicie sprawdzić sami.
SPOILER ALERT
Powieść ma ciekawą kompozycję, nieczęsto spotykaną, bowiem wydarzenia z lat 50, kiedy to bohaterowie byli dzieciakami, przeplata się z tymi mającymi miejsce 25 lat później. King zastosował tu pewnego rodzaju analogię wydarzeń - opis pewnego ważnego fabularnego wydarzenia z młodości bohaterów zostaje poprzedzony sytuacją podobną, dziejącą się 25 lat później, tworząc pewnego rodzaju ciąg. Towarzyszy temu zmienność narracji - częściej mamy do czynienia jednak z trzecioosobową, ale nie rzadko możemy śledzić fabułę z pierwszej osoby. Nie powoduje to na pewno pogubienia się w wydarzeniach, autor niewątpliwie poradził sobie z zastosowanym zabiegiem.
Jak to u Kinga bywa, mamy plejadę rozwiniętych, dobrze rozpisanych postaci, czasami nieco stereotypowych, np. Żyd z przylizanymi włosami, pilny, z bogatego domu, ale za to pasjonujący się przyrodą, ptakami, z nieco strachliwym usposobieniem, co będzie miało swój skutek w jego decyzjach. Nie będę tu opisywać każdego z osobna, bo zwyczajnie w świecie mi się nie chce.
Ważniejsze jest to, że King porusza delikatne tematy, adekwatne do czasu wydarzeń - duża i odczuwalna niechęć do Mike'a (czarnego) oczywiście na tle rasistowskim, wyzwiska w kierunku Stana co do jego religii i stereotypowego wyglądu, problematyczna i niepokojąca relacja Bev ojciec-córka, która może mieć jakieś seksualne podłoże, zaniedbanie dziecka, przesadna miłość do dziecka i wiele innych.
Warto mieć na względzie, że połowa akcji dzieje się w latach 50, wtedy tak dzieci nie pilnowało się jak dzisiaj, szczególnie dzieci w takim wieku. Nie wyobrażam sobie, aby moje 11/12 letnie dziecko szwendało się całymi dniami Bóg wie gdzie i Bóg wie z kim. A wtedy nie było możliwości, by wysłać mamie SMS, że spóźni się na obiad. Wynika to oczywiście z innego podejścia do wychowania - ale zmierzam do tego, że jest to kolejna zaleta tej książki. Czytając, zastanawiasz się, gdzie są rodzice, dlaczego ich nie pilnują albo nie wychowują. Klimat czasów w tym aspekcie zachowany idealnie.
Nie będę tylko i wyłącznie książki chwalić. Zakończenie totalnie nie pasowało do całości i budowanej akcji, nie wiem, czy to przez brak mojego zrozumienia, czy King sam nie miał pomysłu, jak to pociągnąć dalej, ale fakt faktem, było grubymi nićmi szyte. Nie były to nawet podróże między wymiarami, tylko jakaś głęboka faza po twardych narkotykach. Gigantyczny, gadający żółw, który wyrzygał Wszechświat? Wielka Pajęczyca jako równoważnik "dobra"? No nie wiem. Jest to dla mnie nie tyle co abstrakcyjne, ale niedorzeczne i jak mówiłam, niepasujące do całości.
King przesadził GRUBO, pisząc scenę o "zacieśnianiu więzi przyjaźni" dzieci, kiedy te pokonały w ich mniemaniu TO. W ściekach, obrzydliwym, śmierdzącym miejscu, po traumatycznych wydarzeniach, martwiły się o to, że Los połączył je tylko dlatego, aby powstrzymały TO. A kiedy już dokonały dzieła, czuły, że ich wspólna wędrówka chyli się ku końcowi, zaczęły się czuć niezręcznie w swoim towarzystwie i raczej były skłonne stwierdzić, że już nigdy więcej nie będą się trzymać. Co postanowiły zrobić w takim wypadku 11-13 letnie dzieci? A no urządzić sobie gangbang. W ściekach. Dzieci. I serio, King tłumaczy to jako desperacki krok ku ratowaniu przyjaźni. Warto wspomnieć, że prowodyrką tego poronionego procederu była Bev, która każdego chłopca, po kolei, zapraszała "do siebie". Panie Stefanie Królu, to zakrawa trochę o erotykę dla pedofili. Tak nie wolno.
Chyba na tym mogę zakończyć swoją opinię. Komu polecam książkę? Na pewno fanom krwawych, obrazowych opisów, wielbicielom klimatu Ameryki lat 50' oraz "smakoszom" literackiego, niewymagającego, statycznego, acz pewnego słowa.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz