sobota, 15 listopada 2014

Jak pić herbatę w przerwach między podbojami świata #4 | The Walking Dead

Z powodu ostatnich sennie i nużąco spędzonych dni postanowiłam zająć się czymś twórczym. Podjęłam się hodowli marchewki (tak, jednej, po co więcej ma cierpieć) w przydomowej szklarni z folii, zapisałam się na kurs astronauty, postanowiłam wzbogacić mój język angielski uczęszczając na korki, kupiłam gitarę i brzdękolę sobie na niej, zaczęłam też dbać o sylwetkę i ćwiczę sobie w domowym zaciszu.
Hahaha, tak :D
Chociaż jedną z tych rzeczy zaczęłam...

W każdym razie, pewnego wieczora nudziło mi się niemiłosiernie. Wylegując się na kanapie obejrzałam spot reklamujący kolejny głupawy serial, tym razem o apokalipsie zombie - wszystkim chyba dobrze znane The Walking Dead. W trybie błyskawicy pobiegłam do swojego pokoju i zwalczając rodzącą się zadyszkę włączyłam pierwszy odcinek. A czemu? Bo lubię zombie.



Serial nieźle mnie pochłonął, zabrał ze świata żywych na dobry tydzień. Obejrzałam wszystkie odcinki, jakie dotychczas wyszły. Nie żałuję poświęconego (czyt. zmarnowanego na głupoty) czasu, który mogłam spożytkować bardziej produktywnie, np. ucząc się do matury. Albo w ogóle się ucząc.

Mam problemy z pamięcią, więc opisując mogę się ździebko pomylić. Aha, jeśli nie oglądałeś/aś, a masz zamiar to zrobić w przyszłości, czytasz dalej na własną odpowiedzialność.

Pierwszy sezon był naprawdę dobry. Szybka, wartka akcja, bohaterowie z intrygującymi charakterami, historiami (oczywiście nie wszyscy). Zaczynając od Ricka, głównego bohatera. Początkowo go nie lubiłam. Był zbyt mdły, miękki, nie potrafił podjąć odpowiednich decyzji, często i gęsto wahał się - w przeciwieństwie do jego przyjaciela, Shane'a, który pokazał pazurki w 2. sezonie. Zestawieni na podstawie kontrastu. Rick - obrońca uciśnionych i Shane - egoistyczny dupek, który pod przykrywką "dobra grupy" próbował wyciągnąć jak najwięcej korzyści dla siebie (czyt. chciał kopulować z żoną Ricka). Na szczęście dzieje się, co się dzieje, Rick się zmienia, Shane też, if you know what I mean.
Ku ścisłości, Ricka polubiłam dopiero pod koniec 4. sezonu. Facet ma jaja!

Wielką przemianę widać też u syna szeryfa, Carla. Początkowo wymoczek, traktowany jak dziecko, musiał liczyć na obronę innych, bo mamusia nie pozwalała mu nosić żadnej broni. Później dorósł psychicznie do sytuacji, stał się odpowiedzialny, chronił innych. Domagał się traktowania na równi z dorosłymi.

O kobiecie Ricka nawet nie będę się wypowiadać, bo głowa mnie boli, a to tylko wzmoży w niej ciśnienie . Jestem szczęśliwa, że moje życzenie się spełniło.

Prawdziwa miłość ;|

Postacią niewątpliwie zasługującą na sympatię widza jest Daryl, facet z kuszą, niepodważalnie najsilniejsze i najmądrzejsze ogniwo w grupie. Na początku facet na posyłki Ricka, arogancki, brutalny, pod wpływami starszego brata Merle'a, gościa z największymi jajcami w tym serialu, zmienia się, staje się ważnym, respektowanym członkiem grupy. Wiele osób uważa, że to on powinien dowodzić grupą, ale myślę, że nie powinien. Jest raczej typem cichacza, samotnika. Często sam gdzieś podróżuje, poluje. Buszmen. Nie wiem, czy mógłby cały czas przesiadywać wśród ludzi jak Rick. Jeśli uśmiercą tą postać, kończę oglądać TWD - będzie tak samo jak ze śmiercią Rity w Dexterze - serial sięgnie dna.

Drugą nieśmiertelną postacią powinien być Glenn, Koreańczyk. Poznajemy go w 1. odcinku jako chłopca, który potrafi być tylko mały i szybki. Mężnieje z odcinka na odcinek. Uśmiercają - nie oglądam.

Inne ciekawe postacie to Carol, kobieta, która zmienia się nie do poznania (myślę, że między nią a Darylem coś się dzieje), Michonne, murzynka z kataną o dzikim spojrzeniu, znak rozpoznawczy - zombie na smyczy, no i mała słodziutka Judith :)

Serial nie jest idealny, ma kilka dziwnych scen - szczególnie pod tym względem niedociągnięty jest 3. sezon z nieśmiertelnym Gubernatorem w roli głównej. Pamiętacie, jak gonił Andreę? Ona mogła wziąć jego samochód - a głupia tego nie zrobiła. Ucieka, zostawiając tego mężczyznę otoczonego zombie - czyli normalnie albo by ją bardzo późno dogonił, albo wcale (z wiadomych powodów). Gubernator pojawiał się jak rycerz na czarnym koniu, gdziekolwiek się nie znalazł, siał strach i spustoszenie.

Nie znam się na filmach, umiem tylko podbijać świat. Ten serial podsunął mi kilka ciekawych pomysłów dotyczących funkcjonowania ciała po śmierci. Ale przyniósł też wiele pytań, które wiercą mi mózgownicę w poszukiwaniu odpowiedzi. Podzielę się refleksjami na temat wszelkiej maści zombie następnym razem (zdaję sobie sprawę, że ten post jest dużo za długi).
Jest też komiks wydawany w Polsce o wdzięcznej nazwie Żywe Trupy, ale cena odstrasza, więc raczej się nie skuszę.

Po seansie wiem, że jestem przygotowana na każde zetknięcia i starcia ze Szwendaczami!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz